Pałac w Lewkowie – reportaż ślubny

Są ludzie, którzy nie próbują dopasować swojego życia do cudzych wyobrażeń. Asia i Hubert od początku wiedzieli, że ich ślub nie będzie wielkim wydarzeniem z długą listą gości. Chcieli przeżyć go spokojnie, wśród tych, których obecność naprawdę coś znaczy. Wybrali Pałac w Lewkowie – miejsce piękne, ale nienarzucające się swoją urodą. Takie, w którym łatwo usłyszeć drugiego człowieka. Bo przecież ślub nie zaczyna się wtedy, gdy rozbrzmiewa muzyka. Zaczyna się znacznie wcześniej – w decyzji, by przeżyć ten dzień po swojemu.

Było ich zaledwie kilkanaście osób. W sam raz, by każdy miał czas na rozmowę, na uśmiech, na zwyczajne bycie razem. Asia i Hubert zadbali o każdy szczegół, ale nie po to, by zachwycać. Chcieli, żeby ludzie, którzy przyszli świętować z nimi, stali się sobie bliżsi. Dlatego pojawiły się drobne niespodzianki, pytania o nich samych, wspólna zabawa, śmiech, który z każdą chwilą brzmiał coraz swobodniej. Nieznajomi powoli przestawali być nieznajomymi. I chyba właśnie wtedy rodzi się coś, co najczęściej nazywamy rodziną – nie z pokrewieństwa, lecz z czasu przeżytego razem.

Patrząc na ten dzień, pomyśleliśmy, że człowiek przez całe życie zbiera ludzi wokół siebie. Jedni pojawiają się na chwilę, inni zostają na zawsze. A są takie dni, które przypominają, że nie liczy się, ilu ich jest. Liczy się tylko to, czy kiedy spojrzymy wokół, zobaczymy twarze, przy których możemy być dokładnie sobą.

Zobacz inne historie

Scroll to Top